Cztery lata temu kupiłem połowę domu w Sitnie, gmina Mieszkowice w atrakcyjnej cenie, myśląc, że to początek nowego rozdziału w naszym życiu. Marzyłem o spokojnym miejscu, gdzie moglibyśmy cieszyć się wspólnym czasem i budować nasze szczęście. Niestety, rzeczywistość okazała się znacznie bardziej brutalna.
Groźby i podpalenie
Po kilku miesiącach od wprowadzenia zaczęliśmy doświadczać nieprzyjemności ze strony sąsiadów. Zamiast powitań i życzliwości, spotkały nas wyzwiska, groźby i nękanie.
Nasze życie stało się nieustannym świadkiem sąsiedzkich awantur, wyzwisk i libacji, które odbywają się właściwie na naszych oczach. Ich córka jeździ bez prawa jazdy, co budzi ogromny niepokój – obawiam się, że wkrótce może dojść do tragedii.
Mimo naszych zgłoszeń, policja zdaje się nie reagować, a my czujemy się coraz bardziej bezsilni. Byliśmy świadkami przerażającego incydentu, gdy córka sąsiadów podpaliła przyczepę kempingową - zgłosiliśmy to na policję.
Brak właściwych reakcji
Niestety, nasze apele o pomoc i interwencję do różnych instytucji – urzędników gminy Mieszkowice, Ośrodka Pomocy Społecznej w Mieszkowicach, PCPR-u w Gryfinie, policji w Chojnie i Gryfinie, a nawet prokuratury – często spotykają się z obojętnością. Większość instytucji umywa ręce, jakby nasze problemy ich nie dotyczyły. Nie mogę uwierzyć, że instytucje, których zadaniem jest ochrona obywateli, nie są w stanie nam pomóc.
Poprzedni właściciele również zmagali się z tymi samymi problemami. W swoich rozmowach cieszyli się, że w końcu udało im się sprzedać dom, ale jak sami twierdzą „nie wyprowadziliśmy się – tylko UCIEKLIŚMY przed problemem”.
Zgłoszenie do mediów
Zdesperowany, postanowiłem zgłosić nasz problem do mediów – kontaktując się z TVN "Uwaga" oraz portalu igryfino. Myślałem, że nagłośnienie sprawy przyniesie pomoc i wsparcie ze strony innych mieszkańców. Niestety, w wielu przypadkach spotkałem się z rozczarowaniem i znieczulicą społeczną.
Zamiast solidarności, usłyszałem, że jesteśmy "obcy", co sprawia, że niektórzy mieszkańcy gminy Mieszkowice nie wspierają tych, którzy potrzebują pomocy. Nazywanie nas „obcymi” dodatkowo pogłębia nasze poczucie izolacji i bezsilności. Nie rozumiemy, dlaczego zamiast wsparcia, otrzymujemy odrzucenie i potępienie. W tej sytuacji czujemy się wykluczeni i osamotnieni w walce ze sprawiedliwością. To dla nas ogromny cios.
Jak można powiedzieć, że „chcę zwrócić na siebie uwagę”, gdy walczę, o spokój dla naszej rodziny? Niektórzy sugerują, że to „medialne show, niż walka o spokój", że "przy okazji nadmuchania tego problemu ucierpiały też inne osoby, które nie bardzo miały wpływ na zaistniałe okoliczności". A co my mamy powiedzieć? Czy ktoś z Państwa chociaż przez chwilę postawił się w naszej sytuacji? To my jesteśmy krzywdzeni, to my cierpimy. Gdzie jest władza gminy i instytucje, które powinny reagować? Jakie działania zostały podjęte w tej sprawie?
Chcemy spokoju i bezpieczeństwa
Z bólem serca przyjmujemy te słowa krytyki. My nie chcemy zwracać na siebie uwagi, my chcemy jedynie spokoju i bezpieczeństwa. "Nie możemy zmienić kierunku wiatru, ale możemy dostosować nasze żagle" - próbujemy, ale nasze żagle są szarpane przez wiatr nienawiści i obojętności.
Jest nam bardzo przykro, czujemy się osamotnieni i bezradni. Rozkładamy ręce z bezradności. Chcemy tylko żyć w spokoju, w miejscu, który miał być naszym domem. Każdy dzień dla nas to walka z lękiem i niepewnością. Mam nadzieję, że w końcu ktoś usłyszy nasz głos i pomoże nam w tej trudnej sytuacji.
Mamy nadzieję, że instytucje zajmą się sprawą i przestaną umywać ręce. Chciałbym, aby moja historia była przestrogą dla innych.
Z całego serca prosimy o pomoc i wsparcie w tej trudnej sytuacji. Niech nasze głosy zostaną usłyszane, a sprawiedliwość w końcu zatriumfuje.
Z wyrazami szacunku, i nadzieją na lepsze jutro,
Zbigniew Oleszko
Śródtytuły pochodzą od redakcji.
Napisz komentarz
Komentarze