Degrengolada nagrody starosty powiatu gryfińskiego tzw. Bociana poszła tak daleko, że już nie tylko niemal sami politycy wybierają nominowanych i laureatów, ale jeszcze robią to m.in. spośród własnego kręgu znajomych. Można w tym zobaczyć nieraz czysto polityczny interes grup trzymających władzę. Tylko dlaczego ten polityczny cyrk odbywa się za publiczne pieniądze?
Kto o tym wie?
Impreza noworoczna odbędzie się dzisiaj w lokalu, za co zapłacą podatnicy. Ale za co konkretnie i dlaczego? To wydaje się być niemal tajemnicą, bo trudno od dłuższego czasu znaleźć informacje. To ma być spotkanie noworoczne, ale niektórzy dostali informacje telefoniczne lub mailowe w ostatniej chwili. Nie mieli się pojawić? Do tego media od dawna nie są odpowiednio informowane z należytym wyprzedzeniem. Czy organizatorzy boją się patrzenia im na ręce?
Wygląda na to, że powiatowi i gminni politycy zrobili sobie imprezę za pieniądze podatników i to w nieprzejrzysty sposób. Kto wie o imprezie? Kto jest organizatorem? Nie wiadomo, bo skąd czerpać informacje? Podobno za przedsięwzięcie odpowiedzialni są starosta i wicestarosta. Organizacyjnie imprezą zajmuje się prawdopodobnie sekretarz Magdalena Pieczyńska. Można odnieść wrażenie, że panuje bałagan i upolitycznienie.
Bocian, jak ryba, psuł się od głowy
Już jakiś czas temu prestiżową nagrodę zniszczył - dziś były starosta - Wojciech Konarski. Kilka lat temu zaczął przebąkiwać, że nagroda Bociana mu się nie za bardzo podoba i chce ją zamienić na coś innego. Nic nowego jednak nie wymyślił, a strasznie upolitycznił i doprowadził do upadku całą dotychczasową inicjatywę. Komentowali to negatywnie m.in. niektórzy działacze sportowi.
W ostatnich latach opisywaliśmy, w jaki sposób psuło się przedsięwzięcie. Zresztą Wojciech Konarski nie bardzo miał zwyczaj informować media o swoich przedsięwzięciach organizowanych za publiczne pieniądze.
Sami sobie dla siebie?
Jak to dziś funkcjonuje? Bywa, że z politycznego nadania informacje spływają m.in. do gmin, które proponują swoich faworytów. Nad konkursem pieczę sprawuje upolitycznione jury. Opinia publiczna nie wie, kto w nim jest, ale ze zdjęć można wnioskować, że politycznie jest określane. Czyli swoi promują swoich.
Trzeba powiedzieć, że wśród zgłoszonych kandydatów są działacze, wykonujący naprawdę dobrą robotę i mający duże, widoczne osiągnięcia. Niestety, oni bywają czasami tłem dla niejasnych wyborów, które dobrze odczytuje się z politycznego punktu widzenia. Te wybory mogą służyć władzy, więc ze społecznego punktu widzenia nie są tak wiele warte.
Degrengolada na całego
Doszło do tego, że władza zaczęła nawet proponować ludzi spośród siebie, np. spośród radnych czy politycznych działaczy. Radny proponuje radnego, żeby co? Wydaje się, że nieraz liczą się partyjne wskazania. Wygląda to, że niektórzy promują siebie za nasze, publiczne pieniądze. A do tego robią to w niejasnych okolicznościach, nie informując odpowiednio o swoich przedsięwzięciach i decyzjach. Niemal wykluczają wolne media.
Najniższy zjazd imprezy chyba zaliczą w tym roku.
Napisz komentarz
Komentarze